środa, 5 marca 2014

Rozdział I

Obudził mnie blask słońca wydobywający się z za żaluzji moich okien.Wstałam z łóżka i spojrzałam na świat z dużego,zapełnionego kwiatami balkonu.Wszyscy ludzie szli tacy uśmiechnięci i pełni życia.Nowy dzień zaczął się tak samo jak każdy inny.Przyszykowana na wykłady  zeszłam na dół,niczym zdążyłam zjeść śniadanie zadzwonił telefon.Pośpiesznie odebrałam przełykając ostatnie kęsy kanapek.
 -Tak słucham?
- Córeczko ,nie spóźnij się na zajęcia.I pamiętaj ,że masz poszukać sobie praktyk.
-Dobrze ,mamo .Jeśli zaraz nie skończymy pogaduszki to ucieknie mi autobus i się spóźnię. -powiedziałam po czym się rozłączyłam .Matka zawsze do mnie dzwoniła rano i wypytywała,dawała rady jakbym miała co najmniej dwa lata. Po mimo ,że mieszkam sama ciągle z ojcem mnie kontroluje .Zamykając drzwi z domu pobiegłam na przystanek autobusowy zaraz za mną nadjechał duży,napełniony ludźmi spieszącymi się do pracy pojazd.Kupiłam bilet i skasowałam go.Usiadłam na wolnym miejscu całkiem na górze.Przystanek później wsiadł i usiadł obok mnie mój przyjaciel - Kai.Przyjaźnimy się od lat.Studiujemy na tej samej uczelni mieszkamy w tej samej dzielnicy i jeździmy jednym autobusem.Jestem z nim związana jak z bratem ,którego nigdy nie miałam. Wysiedliśmy dokładnie na trzynastym przystanku ,wstąpiliśmy do pobliskiej kawiarni po kawę na wynos i pośpiesznie poszliśmy na swoje wykłady.Ogromna sala ,zapełniona studentami ciągle coś do siebie szpecącymi.Nauczyciel krzyczący na nie uważnych uczniów.Dostałam sms wyciągnęłam z kieszeni telefon i odczytałam wiadomość dotyczącą dzisiejszego spotkania u rodziców.
-Panno ,Wills czy nie przeszkadzam pani? 
-Przepraszam panie Dorgouth. -schowałam sprzęt do torby i ,,uważnie'' słuchałam profesora.Mimo ,że nienawidziłam chodzić na wykłady chciałam być psychologiem.Interesuje mnie to od dawna i chcę skończyć te studia. A poza tym rodzice uważają ,że będąc zwykłą sprzedawczynią przyniosłabym wstyd rodzinie.Dla nich zawsze najważniejsze było zdanie innych i jak widać nadal jest.Rodziny się nie wybiera,rodzinę się ma.Kilka godzin udręki minęło bardzo szybko.Kai odprowadził mnie do domu rodziców.Nalegałam ,aby wszedł jednak on powiedział ,że ma coś do załatwienia.Zbytnio mu nie wierzyłam ,ale zostawiłam go w spokoju.Pomogłam mamie nakryć do stołu.Po kilkunastu minutach.Cała rodzina włącznie z moją siostrą i jej małżonkiem zaczęła jeść obiad.
-Rebecco ,ten Kai jest bardzo miłym chłopcem. -zaczęła rozmowę moja mama.Wiedziałam do czego zmierza więc postanowiłam ,że utnę temat.
-  Sarah ,jak tam Wam się układa? -spytałam moją starszą siostrę.
- A ,dobrze .Staramy się o dziecko od kilku miesięcy ,ale jeszcze nic z tego.-odpowiedziała popijając pokarm winem. 
-Na pewno Wam się uda.Jesteście taką zgraną parą.-dopowiedziała nasza matka.
-Mamy nadzieje.-powiedział Bill -mój szwagier.
-A ty Rebecca myślę ,że Kai również byłby dobrym mężem.
-Czy ty mi możesz w końcu dać spokój?To jest do jasnej cholery moje życie i ja będę o nim decydowała.
-Uspokójcie się.-powiedział stanowczo tata i odszedł od stołu.
-I co zadowolona jesteś?-powiedziała matka i poszła za ojcem.Zawsze za nim szła ,nie miała nawet swojego zdania.Kiedy byłam mała przyrzekłam sobie ,że ja nigdy taka nie będę.
-To ja już może pójdę.-wstałam z krzesła i pożegnałam się z Sarah i Billem.Wzięłam kurtkę i wyszłam z dużego,eleganckiego domu.Czasami naprawdę miałam dosyć mojej rodziny.Byli tacy sztywni jakby połknęli szczotkę do sprzątania podłogi.Jedynie moja siostra miała poczucie humoru.Tata nienawidzi kiedy ktoś się kłóci więc już teraz reaguje spokojniej niż kiedyś.Krzyczał ,że w tym domu nie da się już wytrzymać.Matka uważa ,że to co ludzie o nas myślą jest najważniejsze.Powinno się chodzić wyprostowanym,a nie mieć garba bo przecież ludzie pomyślą,że jesteśmy jacyś chorzy. W sumie się nie dziwie poważna pani doktor i kulturalny pan sędzia.Za to moja siostra podąża za marzeniami ,śpiewa.Czasami podziwiam ją ,że postawiła się rodzicom.Obawiam się ,że  Bill to wymarzony mąż dla Sarah tylko dla rodziców ,a nie dla mojej siostry.Mój szwagier jest bardzo sztywny w sumie pasuje do mojej rodzinki.Sar też teraz spoważniała wydaje mi się ,że została pozbawiona szczęścia...
 

1 komentarz: