Kiedy rano wstałam miałam kaca.Zobaczyłam ,że Sarah już nie śpi.Była w kuchni robiła sobie kawę.Poszłam do niej i usiadłam na krześle.
-Cześć ,zrobisz mi też kawę?-spytałam przeglądając gazetę.
-Jasne.Nie wiem jak Ci się odwdzięczę za nocleg.
-Coś wymyślę oczywiście jak chcesz możesz tutaj zostać na tyle ile chcesz.
-Nie wrócę do mojego męża będzie się martwił.
-Jak chcesz ,a teraz przepraszam muszę iść na wykłady.
-To ja też już się będę zbierała.-przyszykowałyśmy się do wyjścia i każda z nas poszła w inną stronę.
-Panno Wills spóźniła się pani po raz kolejny.- powiedziała pani profesor.
-Przepraszam.-powiedziałam i usiadłam obok Kai'ego.Zaczęliśmy pisać do siebie liściki w których pisaliśmy o wszystkim.Wykłady ciągnęły się bardzo długo.
-Może pójdziemy na pizze?-spytał wychodząc z ogromnej sali.
-Zawsze!-zaśmialiśmy się.Zobaczyłam ,że w moją stronę biegnie Andrew.Miałam ochotę przed nim uciec.
-Becco,poczekaj.-usłyszałam głos dochodzący z za moich pleców.
-Teraz jestem dla ciebie Rebecca.-rzuciłam i poszłam przed siebie.
-Może pójdziemy na kawę?-zaproponował.
-Nie dzięki piłam już dzisiaj kawę ,a poza tym jestem już umówiona.
-Proszę umów się ze mną ten jeden raz.-poprosił.
-No niech Ci będzie.-podeszłam do Kai'ego i powiedziałam.
-Kai ,przepraszam ,ale idę porozmawiać z Andrewem obiecuje ,że jeszcze pójdziemy na tą pizze.
-Jasne.-powiedział i poszedł do Jennifer jego koleżanki.
-Gdzie idziemy?-spytałam oschle.
-Do kawiarni.-usiedliśmy w dużej kawiarni.Andrew złapał mnie za ręcę i spojrzał na mnie uwodzicielskim wzrokiem.
-Błagam wybacz mi..Wiem ,że popełniłem błąd .Ale kocham Cię.
-Ja ciebie też ,ale...
-Daj mi ostatnią szansę.
-No ...Dobra...Ale jak ją spieprzysz to znienawidze Cię na zawsze.-pocałował mnie czule w policzek ,a ja odwzanemniłam czyn.
wtorek, 11 marca 2014
niedziela, 9 marca 2014
Rozdział 3
Czego on od Ciebie chciał?-spytał zmieniając ton na bardziej poważny.
-Tego co zawsze ,wrócić do mnie.
-I co mu odpowiedziałaś?-ponownie spytał
-Prawdę .Zrobisz coś dla mnie?
-Zależy co.
-Przytul mnie.-poprosiłam.
-Było tak od razu ,a nie przeciągać.-przytulił mnie czule ,a potem poszliśmy do mnie.Wypiliśmy czerwone wino i porozmawialiśmy jak to przyjaciele.Usłyszałam dzwonek do drzwi.Byłam troszeczkę pijana ,ale prawie nic po mnie nie było widać.
-Sarah? Co ty tu robisz?-spytałam z niedowierzeniem ,że to mojq siostra.
-Mogę u Ciebie zostać?
-To ja już może sobie pójdę do jutra Rebecca.-porzegnał się i wyszedł.Moja siostra usiadła na kanapie , nalałam jej wina i kazałam wszystko opowiedzieć.
-Bo pokłóciłam się z moim mężem.
-Jasne rozumiem.-wypiłyśmy do końca alkohol i każda z Nas położyła się spać.
-Tego co zawsze ,wrócić do mnie.
-I co mu odpowiedziałaś?-ponownie spytał
-Prawdę .Zrobisz coś dla mnie?
-Zależy co.
-Przytul mnie.-poprosiłam.
-Było tak od razu ,a nie przeciągać.-przytulił mnie czule ,a potem poszliśmy do mnie.Wypiliśmy czerwone wino i porozmawialiśmy jak to przyjaciele.Usłyszałam dzwonek do drzwi.Byłam troszeczkę pijana ,ale prawie nic po mnie nie było widać.
-Sarah? Co ty tu robisz?-spytałam z niedowierzeniem ,że to mojq siostra.
-Mogę u Ciebie zostać?
-To ja już może sobie pójdę do jutra Rebecca.-porzegnał się i wyszedł.Moja siostra usiadła na kanapie , nalałam jej wina i kazałam wszystko opowiedzieć.
-Bo pokłóciłam się z moim mężem.
-Jasne rozumiem.-wypiłyśmy do końca alkohol i każda z Nas położyła się spać.
czwartek, 6 marca 2014
Rozdział 2
Szłam ulicami przepełnionymi ludźmi ,szczęśliwymi ludźmi.Miałam ochotę dzisiaj się rozerwać .Zadzwoniłam do Kai'ego i poprosiłam aby do mnie dzisiaj przyszedł.Oczywiście się zgodził jak zawsze.Poszłam do siebie i od razu włączyłam laptopa.Sprawdziłam portale społecznościowe na których było pełno fotek moich zakochanych znajomych.Czasami tęskniłam za Andrew'em.Był moim ukochanym Andre ,który zawsze zakręcał końcówki moich włósów i patrzył mi głęboko w oczy.Z głębokiego zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi.Poprawiłam włosy i poszłam otworzyć.Jak myślałam był to Kai.
- Co,tak szybko ? -spytałam
-A co nie cieszysz się ?
-Cieszę ,cieszę.Idziemy dzisiaj na jakąś imprezę?
-Spoko ,a jak tam było u rodziców ?
-Jak zawsze sztywno.-odpowiedziałam nalewając do szklanki wody,podałam mojemu gościu.
-Idź się przebrać ,a ja pooglądam telewizje.-rozkazał
-Okey ,daj mi 30 minut.
-Co tak długo ,15.
-25.
-17.-licytował się.
-20.
-No dobra ,idź.-uśmiechnął się i odwrócił twarz ku telewizorowi.Pośpiesznie weszłam na górę i zaczęłam wybierać ubrania.Znalazłam jakiś tam zestaw i nałożyłam go na siebie.Poszłam do łazienki ,poprawiłam makijaż i przeczesałam delikatnie włosy.Po kilkunastu minutach byłam gotowa.Zeszłam na dół i z nadzieją ,że mój przyjaciel mnie nie zobaczy przykryłam mu oczy.Pociągnął mnie lekko w swoją stronę ,a po chwili leżeliśmy na sobie.To są sytuacje w których oboje nie umiemy powstrzymać się od śmiechu.Ogarnęliśmy się i wyszliśmy.Wykłócaliśmy się do jakiego klubu mamy iść ,ale po chwili Kai ustąpił i wybraliśmy się do Star Love.Tak ,to tam spędzałam większość czasu.A ten dzień był jednym z najczęściej spędzanego czasu właśnie tam.Uwielbiałam spijać się do nieprzytomności i tańczyć z kim popadnie.Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy po drinku.Od razu do tańca poprosił mnie przystojny szatyn o ciemnych oczach.Przetańczyliśmy kilka kawałków i dowiedziałam się ,że na imię ma Aaron.Nagle podeszła do nas jakaś dziewczyna i zaczęła mnie wyzywać nawet próbowała mnie uderzyć.Złapałam jej chudą niczym patyk rękę i przytrzymałam mocniej.Powiedziałam jej kilka słów ,dosyć nie miłych.Laska zaczęła piszczeć ,że złamałam jej rękę.Wybuchnęłam śmiechem i wróciłam do pustego stolika.Kai podrywał jakąś lafiryndę no cóż każdy ma inny gust.Nagle obok mnie usiadł ten nowo poznany mężczyzna.
-Przepraszam Ciebie za nią ,ale jest panicznie zazdrosna.-powiedział
-Jasne ,nie ma sprawy.I mam nadzieje ,że jej ręki nie złamałam.
-Nie na pewno nie ona tak zawsze robi dziewczyną z którymi tańczę.
-Aaron! Idziesz do cholery czy zaraz tą laskę przelecisz wzrokiem.-rzuciła niska blondynka.Nie wytrzymałam napięcia i wstałam z siedzenie.Swoje ciało skierowałam w stronę dziewczyny.
-Przepraszam mówiłaś coś do mnie ?-zapytałam pełna złości.Nagle poczułam obecność bliskiej mi osoby -Kai'ego.
-Nie warto.-szepnął mi do ucha.Odwróciłam twarz ku niemu i uśmiechnęłam się.Lekko dotknęłam kobietę i wylałam jej na głowę piwo ,które stało na stoliku obok.
-Upps... -powiedziałam i wyszłam z knajpy.Ta idiotka zepsuła mi plany!Szkoda ,że tak fajny facet jak Aaron jest zajęty.Zaraz za mną wyszedł Kai.Podał mi
torebkę.Przytuliłam się do niego i ruszyłam przed siebie.Na przeciwko nas szedł mężczyzna,który stanął na przeciwko mnie.
- Andrew ,czego ty chcesz?-spytałam widząc twarz mojego byłego narzeczonego.
-Kai ,mógłbyś nas na chwilę zostawić samych.-skierował słowa do mojego przyjaciela ,który po chwili namysłu odszedł trochę dalej.
-Mów ,bo się śpieszę.
-Rebecca ,proszę wróć do mnie.Wiesz ,że tylko Ciebie kocham.Jesteś dla mnie najważniejsza.-powiedział łapiąc mnie za dłonie.
-Byłeś dla mnie kimś ważnym ,bardzo ważnym i to co nas łączyło ,nadal coś do Ciebie czuję ,ale świadomość ,że mnie zdradziłeś jest dla mnie jak nóż.Nóż wbity w plecy.-otarłam łzę ,która powoli spływała po moim czerwonym z zimna policzku.
- Proszę ,przemyśl to.-powiedział i poszedł dalej.Miałam mętlik w głowie. Podbiegłam do Kai'ego i szybkim krokiem szłam dalej.
- Co,tak szybko ? -spytałam
-A co nie cieszysz się ?
-Cieszę ,cieszę.Idziemy dzisiaj na jakąś imprezę?
-Spoko ,a jak tam było u rodziców ?
-Jak zawsze sztywno.-odpowiedziałam nalewając do szklanki wody,podałam mojemu gościu.
-Idź się przebrać ,a ja pooglądam telewizje.-rozkazał
-Okey ,daj mi 30 minut.
-Co tak długo ,15.
-25.
-17.-licytował się.
-20.
-No dobra ,idź.-uśmiechnął się i odwrócił twarz ku telewizorowi.Pośpiesznie weszłam na górę i zaczęłam wybierać ubrania.Znalazłam jakiś tam zestaw i nałożyłam go na siebie.Poszłam do łazienki ,poprawiłam makijaż i przeczesałam delikatnie włosy.Po kilkunastu minutach byłam gotowa.Zeszłam na dół i z nadzieją ,że mój przyjaciel mnie nie zobaczy przykryłam mu oczy.Pociągnął mnie lekko w swoją stronę ,a po chwili leżeliśmy na sobie.To są sytuacje w których oboje nie umiemy powstrzymać się od śmiechu.Ogarnęliśmy się i wyszliśmy.Wykłócaliśmy się do jakiego klubu mamy iść ,ale po chwili Kai ustąpił i wybraliśmy się do Star Love.Tak ,to tam spędzałam większość czasu.A ten dzień był jednym z najczęściej spędzanego czasu właśnie tam.Uwielbiałam spijać się do nieprzytomności i tańczyć z kim popadnie.Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy po drinku.Od razu do tańca poprosił mnie przystojny szatyn o ciemnych oczach.Przetańczyliśmy kilka kawałków i dowiedziałam się ,że na imię ma Aaron.Nagle podeszła do nas jakaś dziewczyna i zaczęła mnie wyzywać nawet próbowała mnie uderzyć.Złapałam jej chudą niczym patyk rękę i przytrzymałam mocniej.Powiedziałam jej kilka słów ,dosyć nie miłych.Laska zaczęła piszczeć ,że złamałam jej rękę.Wybuchnęłam śmiechem i wróciłam do pustego stolika.Kai podrywał jakąś lafiryndę no cóż każdy ma inny gust.Nagle obok mnie usiadł ten nowo poznany mężczyzna.
-Przepraszam Ciebie za nią ,ale jest panicznie zazdrosna.-powiedział
-Jasne ,nie ma sprawy.I mam nadzieje ,że jej ręki nie złamałam.
-Nie na pewno nie ona tak zawsze robi dziewczyną z którymi tańczę.
-Aaron! Idziesz do cholery czy zaraz tą laskę przelecisz wzrokiem.-rzuciła niska blondynka.Nie wytrzymałam napięcia i wstałam z siedzenie.Swoje ciało skierowałam w stronę dziewczyny.
-Przepraszam mówiłaś coś do mnie ?-zapytałam pełna złości.Nagle poczułam obecność bliskiej mi osoby -Kai'ego.
-Nie warto.-szepnął mi do ucha.Odwróciłam twarz ku niemu i uśmiechnęłam się.Lekko dotknęłam kobietę i wylałam jej na głowę piwo ,które stało na stoliku obok.
-Upps... -powiedziałam i wyszłam z knajpy.Ta idiotka zepsuła mi plany!Szkoda ,że tak fajny facet jak Aaron jest zajęty.Zaraz za mną wyszedł Kai.Podał mi
torebkę.Przytuliłam się do niego i ruszyłam przed siebie.Na przeciwko nas szedł mężczyzna,który stanął na przeciwko mnie.
- Andrew ,czego ty chcesz?-spytałam widząc twarz mojego byłego narzeczonego.
-Kai ,mógłbyś nas na chwilę zostawić samych.-skierował słowa do mojego przyjaciela ,który po chwili namysłu odszedł trochę dalej.
-Mów ,bo się śpieszę.
-Rebecca ,proszę wróć do mnie.Wiesz ,że tylko Ciebie kocham.Jesteś dla mnie najważniejsza.-powiedział łapiąc mnie za dłonie.
-Byłeś dla mnie kimś ważnym ,bardzo ważnym i to co nas łączyło ,nadal coś do Ciebie czuję ,ale świadomość ,że mnie zdradziłeś jest dla mnie jak nóż.Nóż wbity w plecy.-otarłam łzę ,która powoli spływała po moim czerwonym z zimna policzku.
- Proszę ,przemyśl to.-powiedział i poszedł dalej.Miałam mętlik w głowie. Podbiegłam do Kai'ego i szybkim krokiem szłam dalej.
środa, 5 marca 2014
Rozdział I
Obudził mnie blask słońca wydobywający się z za żaluzji moich okien.Wstałam z łóżka i spojrzałam na świat z dużego,zapełnionego kwiatami balkonu.Wszyscy ludzie szli tacy uśmiechnięci i pełni życia.Nowy dzień zaczął się tak samo jak każdy inny.Przyszykowana na wykłady zeszłam na dół,niczym zdążyłam zjeść śniadanie zadzwonił telefon.Pośpiesznie odebrałam przełykając ostatnie kęsy kanapek.
-Tak słucham?
- Córeczko ,nie spóźnij się na zajęcia.I pamiętaj ,że masz poszukać sobie praktyk.
-Dobrze ,mamo .Jeśli zaraz nie skończymy pogaduszki to ucieknie mi autobus i się spóźnię. -powiedziałam po czym się rozłączyłam .Matka zawsze do mnie dzwoniła rano i wypytywała,dawała rady jakbym miała co najmniej dwa lata. Po mimo ,że mieszkam sama ciągle z ojcem mnie kontroluje .Zamykając drzwi z domu pobiegłam na przystanek autobusowy zaraz za mną nadjechał duży,napełniony ludźmi spieszącymi się do pracy pojazd.Kupiłam bilet i skasowałam go.Usiadłam na wolnym miejscu całkiem na górze.Przystanek później wsiadł i usiadł obok mnie mój przyjaciel - Kai.Przyjaźnimy się od lat.Studiujemy na tej samej uczelni mieszkamy w tej samej dzielnicy i jeździmy jednym autobusem.Jestem z nim związana jak z bratem ,którego nigdy nie miałam. Wysiedliśmy dokładnie na trzynastym przystanku ,wstąpiliśmy do pobliskiej kawiarni po kawę na wynos i pośpiesznie poszliśmy na swoje wykłady.Ogromna sala ,zapełniona studentami ciągle coś do siebie szpecącymi.Nauczyciel krzyczący na nie uważnych uczniów.Dostałam sms wyciągnęłam z kieszeni telefon i odczytałam wiadomość dotyczącą dzisiejszego spotkania u rodziców.
-Panno ,Wills czy nie przeszkadzam pani?
-Przepraszam panie Dorgouth. -schowałam sprzęt do torby i ,,uważnie'' słuchałam profesora.Mimo ,że nienawidziłam chodzić na wykłady chciałam być psychologiem.Interesuje mnie to od dawna i chcę skończyć te studia. A poza tym rodzice uważają ,że będąc zwykłą sprzedawczynią przyniosłabym wstyd rodzinie.Dla nich zawsze najważniejsze było zdanie innych i jak widać nadal jest.Rodziny się nie wybiera,rodzinę się ma.Kilka godzin udręki minęło bardzo szybko.Kai odprowadził mnie do domu rodziców.Nalegałam ,aby wszedł jednak on powiedział ,że ma coś do załatwienia.Zbytnio mu nie wierzyłam ,ale zostawiłam go w spokoju.Pomogłam mamie nakryć do stołu.Po kilkunastu minutach.Cała rodzina włącznie z moją siostrą i jej małżonkiem zaczęła jeść obiad.
-Rebecco ,ten Kai jest bardzo miłym chłopcem. -zaczęła rozmowę moja mama.Wiedziałam do czego zmierza więc postanowiłam ,że utnę temat.
- Sarah ,jak tam Wam się układa? -spytałam moją starszą siostrę.
- A ,dobrze .Staramy się o dziecko od kilku miesięcy ,ale jeszcze nic z tego.-odpowiedziała popijając pokarm winem.
-Na pewno Wam się uda.Jesteście taką zgraną parą.-dopowiedziała nasza matka.
-Mamy nadzieje.-powiedział Bill -mój szwagier.
-A ty Rebecca myślę ,że Kai również byłby dobrym mężem.
-Czy ty mi możesz w końcu dać spokój?To jest do jasnej cholery moje życie i ja będę o nim decydowała.
-Uspokójcie się.-powiedział stanowczo tata i odszedł od stołu.
-I co zadowolona jesteś?-powiedziała matka i poszła za ojcem.Zawsze za nim szła ,nie miała nawet swojego zdania.Kiedy byłam mała przyrzekłam sobie ,że ja nigdy taka nie będę.
-To ja już może pójdę.-wstałam z krzesła i pożegnałam się z Sarah i Billem.Wzięłam kurtkę i wyszłam z dużego,eleganckiego domu.Czasami naprawdę miałam dosyć mojej rodziny.Byli tacy sztywni jakby połknęli szczotkę do sprzątania podłogi.Jedynie moja siostra miała poczucie humoru.Tata nienawidzi kiedy ktoś się kłóci więc już teraz reaguje spokojniej niż kiedyś.Krzyczał ,że w tym domu nie da się już wytrzymać.Matka uważa ,że to co ludzie o nas myślą jest najważniejsze.Powinno się chodzić wyprostowanym,a nie mieć garba bo przecież ludzie pomyślą,że jesteśmy jacyś chorzy. W sumie się nie dziwie poważna pani doktor i kulturalny pan sędzia.Za to moja siostra podąża za marzeniami ,śpiewa.Czasami podziwiam ją ,że postawiła się rodzicom.Obawiam się ,że Bill to wymarzony mąż dla Sarah tylko dla rodziców ,a nie dla mojej siostry.Mój szwagier jest bardzo sztywny w sumie pasuje do mojej rodzinki.Sar też teraz spoważniała wydaje mi się ,że została pozbawiona szczęścia...
-Tak słucham?
- Córeczko ,nie spóźnij się na zajęcia.I pamiętaj ,że masz poszukać sobie praktyk.
-Dobrze ,mamo .Jeśli zaraz nie skończymy pogaduszki to ucieknie mi autobus i się spóźnię. -powiedziałam po czym się rozłączyłam .Matka zawsze do mnie dzwoniła rano i wypytywała,dawała rady jakbym miała co najmniej dwa lata. Po mimo ,że mieszkam sama ciągle z ojcem mnie kontroluje .Zamykając drzwi z domu pobiegłam na przystanek autobusowy zaraz za mną nadjechał duży,napełniony ludźmi spieszącymi się do pracy pojazd.Kupiłam bilet i skasowałam go.Usiadłam na wolnym miejscu całkiem na górze.Przystanek później wsiadł i usiadł obok mnie mój przyjaciel - Kai.Przyjaźnimy się od lat.Studiujemy na tej samej uczelni mieszkamy w tej samej dzielnicy i jeździmy jednym autobusem.Jestem z nim związana jak z bratem ,którego nigdy nie miałam. Wysiedliśmy dokładnie na trzynastym przystanku ,wstąpiliśmy do pobliskiej kawiarni po kawę na wynos i pośpiesznie poszliśmy na swoje wykłady.Ogromna sala ,zapełniona studentami ciągle coś do siebie szpecącymi.Nauczyciel krzyczący na nie uważnych uczniów.Dostałam sms wyciągnęłam z kieszeni telefon i odczytałam wiadomość dotyczącą dzisiejszego spotkania u rodziców.
-Panno ,Wills czy nie przeszkadzam pani?
-Przepraszam panie Dorgouth. -schowałam sprzęt do torby i ,,uważnie'' słuchałam profesora.Mimo ,że nienawidziłam chodzić na wykłady chciałam być psychologiem.Interesuje mnie to od dawna i chcę skończyć te studia. A poza tym rodzice uważają ,że będąc zwykłą sprzedawczynią przyniosłabym wstyd rodzinie.Dla nich zawsze najważniejsze było zdanie innych i jak widać nadal jest.Rodziny się nie wybiera,rodzinę się ma.Kilka godzin udręki minęło bardzo szybko.Kai odprowadził mnie do domu rodziców.Nalegałam ,aby wszedł jednak on powiedział ,że ma coś do załatwienia.Zbytnio mu nie wierzyłam ,ale zostawiłam go w spokoju.Pomogłam mamie nakryć do stołu.Po kilkunastu minutach.Cała rodzina włącznie z moją siostrą i jej małżonkiem zaczęła jeść obiad.
-Rebecco ,ten Kai jest bardzo miłym chłopcem. -zaczęła rozmowę moja mama.Wiedziałam do czego zmierza więc postanowiłam ,że utnę temat.
- Sarah ,jak tam Wam się układa? -spytałam moją starszą siostrę.
- A ,dobrze .Staramy się o dziecko od kilku miesięcy ,ale jeszcze nic z tego.-odpowiedziała popijając pokarm winem.
-Na pewno Wam się uda.Jesteście taką zgraną parą.-dopowiedziała nasza matka.
-Mamy nadzieje.-powiedział Bill -mój szwagier.
-A ty Rebecca myślę ,że Kai również byłby dobrym mężem.
-Czy ty mi możesz w końcu dać spokój?To jest do jasnej cholery moje życie i ja będę o nim decydowała.
-Uspokójcie się.-powiedział stanowczo tata i odszedł od stołu.
-I co zadowolona jesteś?-powiedziała matka i poszła za ojcem.Zawsze za nim szła ,nie miała nawet swojego zdania.Kiedy byłam mała przyrzekłam sobie ,że ja nigdy taka nie będę.
-To ja już może pójdę.-wstałam z krzesła i pożegnałam się z Sarah i Billem.Wzięłam kurtkę i wyszłam z dużego,eleganckiego domu.Czasami naprawdę miałam dosyć mojej rodziny.Byli tacy sztywni jakby połknęli szczotkę do sprzątania podłogi.Jedynie moja siostra miała poczucie humoru.Tata nienawidzi kiedy ktoś się kłóci więc już teraz reaguje spokojniej niż kiedyś.Krzyczał ,że w tym domu nie da się już wytrzymać.Matka uważa ,że to co ludzie o nas myślą jest najważniejsze.Powinno się chodzić wyprostowanym,a nie mieć garba bo przecież ludzie pomyślą,że jesteśmy jacyś chorzy. W sumie się nie dziwie poważna pani doktor i kulturalny pan sędzia.Za to moja siostra podąża za marzeniami ,śpiewa.Czasami podziwiam ją ,że postawiła się rodzicom.Obawiam się ,że Bill to wymarzony mąż dla Sarah tylko dla rodziców ,a nie dla mojej siostry.Mój szwagier jest bardzo sztywny w sumie pasuje do mojej rodzinki.Sar też teraz spoważniała wydaje mi się ,że została pozbawiona szczęścia...
poniedziałek, 3 marca 2014
☆ Bohaterowie ☆
Rebecca Wills - Jestem
21 latką pełną szalonych marzeń ,które
próbuje spełniać .Zerwałam ze swoim narzeczonym ,który nadal robi sobie zbędne
nadzieje .Jestem szczęśliwą singielką ,która cieszy się życiem .Wraz z najlepszym
przyjacielem imprezuje i bawię się do rana .Od dwóch lat studiuję psychologię.
Sarah Corner – Jest moją starszą o dwa lata
siostrą ,a zarazem moją najlepszą przyjaciółką .Zawsze byłyśmy ze sobą związane
może dlatego ,że rodzice pracowali do późna ,a myśmy się wygłupiały .Sarah od
niecałego roku jest szczęśliwą mężatką .Zawsze się nawzajem wspieramy i wiemy ,że możemy liczyć tylko
na siebie.
Kai Rubens - Jest moim najlepszym przyjacielem .Znamy się od czasów z
piaskownicy .Kiedy byliśmy mali uważaliśmy ,że zostaniemy w przyszłości
najlepszym małżeństwem w Los Angeles ,ale kiedy kilka lat temu wyjechał z kraju
straciliśmy ze sobą kontakt .Tęsknie za jego
zabawnym śmiechem .Mam nadzieję ,że za niedługo go spotkam.
Aaron Brown – Chłopak ,który w niedalekiej przyszłości zawładnie moim
życiem .Będzie mówił komplementy ,czułe słówka i robił wszystko żebym spojrzała
na niego z innej strony .Ale przystojny mężczyzna będzie skrywał przede mną
jakąś tajemnicę .Ale jaką?
Andrew Wichardson – Andrew to mój były narzeczony
.Bardzo go kochałam i nadal kocham ,ale nie zdołałam mu wybaczyć zdrady i to
jeszcze z moją BYŁĄ przyjaciółką .Zranił mnie jak nikt inny myślałam ,że on
jest inny wyjątkowy… Jednak się myliłam jest taki jak wszyscy faceci.
Lucy Blue – moja była najlepsza przyjaciółka .Na szczęście była … Wolę nie mieć
nic do czynienia z takimi ludźmi .Zaciągnęła mojego byłego narzeczonego do
łóżka dzień przed ślubem .Życzę jej i Andrewsowi tego co oni mi zrobili .
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)